Nowy a raczej kolejny rozdział mojej życiowej księgi.

Chcą czy nie chcą trzeba żyć.

Znam już swój cel, drogę i środki wyrazu. A co z tego wyjdzie, dowiesz się czytając.

Blog - swoisty pamiętnik, skrótowiec
myśli, miejsce ewolucji duszy, miejsce wylania duszy na słowa.

Czytelnik - odbiorca myśli, iskra nadziei, naukowiec, miłośnik czytania nielogicznych
utworów epickich o charakterze refleksyjno-filozoficznych.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja wywody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja wywody. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 października 2011

Ja: w świecie paranoi

Żyję w świecie pełnym sprzeczności, pogoni i masek. Przynależę do niego tylko pod względem cielesnym, bo moja dusza wymyka się spod ziemskiego rozumowania. Jestem jedynie częścią natury.

Ciągła pogoń już od najmłodszych lat, rywalizacja połączona z wrogością i tzw. walką o stołki. Ja tego nie chce. Notoryczne zakładanie masek. Czasem zastanawia mnie fakt czy w ogóle istnieje możliwość ich zdjęcia, bo przecież w każdym miejscu, w każdej relacji odgrywamy inną rolę, więc kiedy jesteśmy sobą? Ja chce, pomimo działania wbrew światu i przyjętym zasadom, być sobą. Codziennością w tym świecie jest egoizm, cynizm, manipulacja, korupcja i bazowanie na układach. Po co mi to? Ja wolę być neutralnym, a zarazem prawdziwy.
Mój świat wewnętrzny, w tym, w którym aktualnie znajduje się moja dusza, jest zupełnie inny. Być może zbyt bardzo go sobie wyidealizował lecz wydaje mi się, że najważniejsze jest to, że ja czuje się spełnionym i szczęśliwym człowiekiem.
Mam swój świat i swoje kredki. Kultowe określenie ludzi, którzy wymykają się spod realistycznego myślenia, których drugi człowiek nie jest wstanie ani zrozumieć ani poznać. Czy ja do nich należę? Zapewne tak, bo to jak żyję, czym się kieruje, co myślę, co robię, czego doświadczam, jak rozmawiam, wymyka się spod tej ziemskości. Dlatego też, coraz więcej ludzi nie umie mnie zrozumieć, nie zna mnie. Zaakceptowałem to, gdyż rozumiem ich. Nie prosto jest rozumieć kogoś, kto jest inny. Osobę, która nie kieruje się tymi samymi wartościami, celami, która wyznacza sobie zupełnie inny sens życia, która inaczej patrzy na rzeczywistość, na ludzi, na zachowanie, reakcje, która uczuciami nie raz tak bardzo się odróżnia, że nazwanie tych stanów jest niewykonalne. Z doświadczenia wiem, że trudno jest przedstawić innym swoje emocje tak, aby rozumieli, gdyż każdy ma inną definicję tego samego słowa. Przykładem jest miłość, każdy inaczej ją traktuje, nie którzy jako cielesność, inni jako duchowy stan, inni jak zwykłą relacje, itd.
Człowiek, który wykracza po za pewne ramy, które zostały nałożone przez społeczeństwo i kulturę, przeżywa w sobie olbrzymi chaos, nie potrafi zrozumieć samego siebie, swoich reakcji, a wręcz zaakceptować samego siebie. Wiem, że nikt nie jest wtedy w stanie mu pomóc, mimo najszczerszych chęci. To czas, który trzeba poświęcić, by wyjść z podniesioną głową, z pewnością siebie, i racją o słuszności swojego działa.
Wyjście po za to, co daje nam świat, nie oznacza od razu, że taka osoba jest odizolowana od innych na własne życzenie. Postać ta przygotowuje się i kształtuje siebie na tyle, żeby żyć w zgodzie z ludźmi, a zarazem tak, żeby nie zatracić siebie i swojego świata.
Sam to nie raz przeżywam i uwierzcie mi, że nie jest to takie proste, kiedy człowiek nie umie nazwać, opisać stanu, w którym aktualnie się znajduje. Uświadomienie samego siebie, że było się kimś przez pryzmat płaszcza, którzy nakładany był przez wiele lat, dzięki czemu sam siebie człowiek nie zna, jest wielki bólem i nie raz przypłaca się to bezsennością.
Teraz, kiedy jestem już świadomy, staje przed i wśród ludzi, i jestem szczęśliwy, gdyż wyszedłem z świata, który jest dla mnie paranoją, a przez to, czuje się wolnym i spełnionym, gdyż znalazłem swoją Ojczyznę.

Ja: Dialog z samym sobą

Kamil ten sam, a jednak inny. Tak coraz częściej słyszane przeze mnie słowa - zmieniłeś się, nie poznaje Ciebie. Dlaczego tak sądzisz? Przecież melancholia, asertywność, samotność, cele, rozterki, praca i choroba nie są Ci obce. A jednak wzbudzają już nie tylko w Tobie to niezrozumienie.

Jan Matejko - Stańczyk
W moje życie zostało wprowadzonych wiele zmian i dodatkowych urozmaiceń. I zgodzę się, że jestem ten sam, bo ciało i duch został ten sam lecz psychika jest inna. Co to znaczy? Nauczyłem się wyciszenia i spokoju, harmonii wewnętrznej. Doświadczyłem poważnych rozważań egzystencjalnych. Zrozumiałem asertywność i używam "nie". Przeżyłem całkowitą samotność w głębszym tego słowa znaczeniu. Postawiłem na swojej drodze cele, które pchają mnie do przodu, wyznaczają sens życia. Pojawiły się problemy, zakłopotanie i nie kiedy przerażenie o samego siebie. Dodatkowo praca i to nie tylko naukowa w szkole. A choroba to wystarczą "...".
Już nie jestem ten sam człowiek co przed wakacjami czy nawet w trakcie. Tylko w pewnym stopniu, bo to proces, który trwał naprawdę długo.
Wprawiam w zakłopotanie i nie raz we wściekłość. Nie dziwie się, sam nie raz ma to samo w stosunku do samego siebie. A czy to co się dokonało, a dokładniej dokonuje będzie dobre, to już przyszłość zweryfikuje.
Czy stałem się egoistą? Pewnie i tak. Bynajmniej tak zostaje odbierany. Dlaczego? Ponieważ zacząłem zajmować się swoim życiem, swoją przyszłością i drogą, na którą powołuje mnie Chrystus.
Czy zacząłem okłamywać siebie i innych? Hmmm... Chyba wręcz przeciwnie. Bo przestałem mówić tak myśląc nie, bo inaczej nie potrafiłem. Oszukiwać samego siebie, że jest wszystko ok, iż ze wszystkim sobie poradzę. Oszukiwać innych, że jest tak a nie inaczej.
Czy przestałem kochać? Na pewno zupełnie inaczej wygląda teraz w moim życiu miłość, niżeli wyglądała gdzieś koło kwietnia-maja. Czy jest bardziej doskonała? tego już nie wiem.
Czy stałem się cyniczny? Nie, po prostu mówię to, co jest prawdą i jest odpowiedzią na pytanie bądź zadanie. Czyli jednak może cynizm? To już od odbiorcy zależy. Bo każdy i tak, każdy czyta, tak jak chce przeczytać, a nie, tak jak jest na prawdę. I tu jest pies pogrzebany.
Dlaczego lubię tak milczeć? Ukochałem to, co mobilizuje mnie do myślenia. Wiesz, że ranisz tym innych? Wiem, jestem tego świadom, bo nie raz już tego doświadczyłem. A jednak to robisz? Bo nie potrafię inaczej walczyć z tym, co dzieje się we mnie.
Dlaczego zakładasz maski? Każdy je ma, w dzisiejszym świecie nie jest możliwe chodzenie bez nich. Zastanawiam się czy w ogóle istnieje coś takiego jak prawdziwe "JA". A to dlaczego? Bo jak nie jesteśmy dzieckiem, to uczniem, to wychowankiem, to przechodniem, to potencjalnym klientem, wiec gdzie w tym tłoku mogę odnaleźć siebie? W ciszy i harmonii z samym sobą.
Jedne z wielu pytań zadanych mi ostatnio. Krótkie odpowiedzi, myślę, że w miarę przejrzyściej, dokładniej ze szczegółami się nie da, gdyż ogranicza to fakt, że ten blog jest ogólnodostępny.
Refleksje z dnia dzisiejszego: Coś co jest trudne do zrozumienia, a zarazem połączone z nienawiścią i złością bądź z emocjami, jest nie do pojęcia. Zarówno mówię to dla Was jak i dla siebie.

środa, 15 czerwca 2011

Samotność


 Lubię samotność kontrolowaną. Lubię włóczyć się po mieście. Nie boję się, że przyjdę do pustego mieszkania i sam położę się do łóżka. Boję się, że nie będę miał za kim tęsknić, kogo kochać. Potrzebuję ciepła i bliskości.
— Kuba Wojewódzki

 Kiedy zastanawiam się, czy może samotność nie jest moją drogą życiową, to pojawia się we mnie nieopisywalny lęk. Jak to powiedział Kuba Wojewódzki, że nie boi się włóczyć sam po mieście. Tak samo i ja mogę chodzić godzinami uliczkami miast, mijając zakochane pary, rodziców z dziećmi, babcie i dziadków, i nadal czując się dobrze ze swoją samotnością. „Nie boje się, że przyjdę do pustego mieszkania”. Tego też się nie boję. Wrócić wieczorkiem po długim spaceru i rozłożyć się na łóżku i zapomnieć o bożym świecie. Czego tu się bać. Nawet samotność w łóżku nie jest straszna.

Jednak lęk to nie o to co cielesne, a o to co duchowe. Chodzę sam, mieszkam sam, śpię sam, więc za kim mam tęsknić, o kogo się troszczyć? Nie ma. Kogoś pokochać? Nie ma.

Jestem tylko człowiekiem i jak każdy potrzebuje ciepła i bliskości.

Nie proszę o tę samotność najprostszą
pierwszą z brzega
kiedy zostaję sam jeden jak palec
kiedy nie mam do kogo ust otworzyć
nawet strzyżyk cichnie choć mógłby mi ćwierkać
przynajmniej jak pół wróbla
kiedy żaden pociąg pośpieszny nie spieszy się do mnie
zegar przystanął żeby przy mnie nie chodzić
od zachodu słońca cienie coraz dłuższe
nie proszę Cię o tę trudniejszą
kiedy przeciskam się przez tłum
i znowu jestem pojedynczy
pośród wszystkich najdalszych bliskich
proszę Ciebie o tę prawdziwą
kiedy Ty mówisz przeze mnie
a mnie nie ma
- ks. Jan Twardowski

Samotność prosta, a zarazem trudna, trudniejsza. Bo czyż ta najprostsza nie jest równie trudna jak ta trudniejsza?

Gdy myślę o samotności na myśl przychodzi mi ten wiersz. Prosty, a zarazem przepełniony życiową mądrością. Bo gdy zostaje sam, kiedy nie mam z kim porozmawiać, kiedy wszystko cichnie, kiedy żadne pociąg nie spieszy się do mnie, kiedy zegar przystanął to jestem na tą samotność z góry skazany. Jest ona wytłumaczalna w moim umyśle. Nie ma nikogo i muszę się z tym pogodzić.

Ale kiedy ta samotność przychodzi trudniejsza, kiedy nawet wśród ludzi czuje się samotny, nawet wśród najbliższych (przyjaciół, rodziny) to już nie jest takie proste do wytłumaczenia. Smutek, a czasem wręcz rozpacz.

Tak pragnął bym bliskości i ciepła, a wokół tylko samotność, czy to wśród znajomych, kolegów, koleżanek, czy to wśród przyjaciół, czy to wśród najbliższych, zawsze sam. (dla wyjaśnienia chodzi mi o samotność, która jest w nas mimo wszystko, u mnie jest w dość dużej większości - to nie oznacza, że nie ma przyjaciół, którzy dają mi UŚMIECH i radość)

Już nie przemawia do mnie prawdziwa samotność „Kiedy Ty mówisz przeze mnie, a mnie nie ma”. Może i potrzeba czasu, by powróciła prawdziwość, ale jak na razie niech trwa prosta, ale zarazem i trudna samotność.

wtorek, 22 lutego 2011

Czasy obfite przechodzą w czasy chude, a w tym wszystkim nadzieja.

Wszystko do pewnego czasu płynęło strumykiem. W domu wszystko w porządku, nawet dogadywanie się z rodzicami, w szkole, choć nowej, było dość dobrze, z nauczycielami się dogadywałem, stopnie miałem nie najgorsze, a przede wszystkim wszyscy w miarę byliśmy zdrowi. Czas płynie dalej i tak jak napisałem w tytule nastały czasy chude. W domu pogorszyła się sytuacja, babcia  w szpitalu, z rodzicami różne spięcia, w szkole nie najlepiej przez moje opuszczanie z powodu choroby, z nauczycielami to lepiej nie mówić, a co najgorsze wszyscy coraz gorzej ze zdrowiem.

Oczywiście to nie wszystko w latach obwitych nawet kontakt z Bogiem był o wiele lepszy, a teraz oschłość duchowa, wewnętrzna pustka, samotność.

Czy zbliża się moja życiowa apokalipsa?

Z dnia nadziej sytuacja pogarsza się. Samotność zaczęła nawet doskwierać w śród znajomych. Rodzina zaczęła się niebywale zmieniać. Cała dotychczasowa egzystencja została przewalona o 180 stopni. Wszystko zostało zastąpione czymś nowym, nic nie pozostało takie samo, istne oczyszczenie. Obmycie Wodą Nadzwyczajną.

Nowe Życie.

17 rok życia. Jak chce go szybko przeżyć. A jednak w momentach, kiedy nie spodziewam się tego moje życie staje się nowe, czystsze, piękniejsze. W radości pojawia się smutek, w obfitości chudość, w zdrowiu choroba. Jednak pojawia się również w odwrotnej relacji. W smutku pojawia się radość, w chudość obfitość, w chorobie zdrowie. Na pozór nie dostrzeżone, nie zadowalające, a wręcz pogrążające rozpacz, a jednak. Piękne nowe.

Czy podczas apokalipsy nadejdzie Nowe Życie?

Nadzieja. Mimo naszego złudzenia, że odchodzi, ona tylko cofa się by nabrać rozpędu. Wraca jak bumerang ze zdwojoną siłą. Zmienia całe życie, nadając nowy, niepowtarzalny sens. Na pozór prosta, beznadziejnie prosta, a w rzeczywistości skomplikowana, nieubłagana, trudna. Pojawia się i znika.

Iluzja.

Pozostaje złudzenie. Czy tylko ono? Czy w naszym w wszechświecie nie ma idealizmu? Idealna nadzieja. Idealne życie. Może jest, a może go nie ma. Wszystko iluzją. Grą. Wielu filozofów przekraczających iluzjonistyczne idee egzystencji.


Po latach obfitych przychodzą lata chude, i choć może wydawać się nam, że nadziei już nie, przyjdzie oczyszczenie Wodą Życia, nastanie Nowy Dzień, a apokalipsa – nasza apokalipsa, przyniesie nadzieję lepszego jutra, nie prostą, ale skomplikowaną, owianą iluzją. Najlepszym sposobem na zastanawianie się nad egzystencją życie jest filozofia – umiłowanie nauk. Zagłębianie się w nią po woli, przyzwyczajając do zmian, nie raptownie. Można odkryć nie bywały świat. Dostrzec bardzo pokręcone ścieżki życia człowieka. Wiele pytań i wiele godzin poszukiwań. Czas.

Apokalipsa życiowa przechodzi w Nowe Życie przez oczyszczenie Wodą Życia, nastaje nowy dzień. Dzięki rosnącej nadziei. Filozofii, czyli ukochaniu nauk. I dzięki poświęconemu czasowi. Dla Boga nie liczy się czas. Liczy się nasza Wiara, Nadzieja i Miłość.

sobota, 15 maja 2010

CURRICULUM


„Między bojaźnią, a nadzieją spędzamy życie. Ciągle dążymy, gonimy za czymś, co zdobyte nie daje nam godziny szczęścia. Życie jest łańcuchem napięć. Po każdym z nich następuje krótkie odprężenie, które czy miejsce nowemu napięciu. Ustanie tej kolejności jest śmiercią.”
Władysław Leopold Jaworski


Wszystko w naszym życiu ma swój początek i koniec, przyczynę i skutek. I z tego jest stworzony świat. Nie możemy uchylać ani dyskutować z nim, ponieważ żyjemy w czasach dyktatury świata nad człowiekiem. I choć z przeszłości słowo dyktatura kojarzy nam się tylko i wyłącznie z czymś złym, często po za prawem i bezprawnym rządzeniem to w tym przypadku jest to słowo odpowiednie i łagodne.
Jak to Władysław powiedział; „między bojaźnią, a nadzieją spędzamy życie?”. To świat jest naszą bojaźnią. To świat jest naszą nadzieją. I to świat jest naszym życiem. Dyktatura zawładnęła nami, choć już w dzisiejszych czasach możemy zauważać konflikty człowieka ze światem, – dlaczego? Przyczyna nie tkwi w świecie, lecz w nas, ponieważ nie chcemy się poddać światu, żyć tempem przez niego narzuconym, szukamy swojego tępa, swoich poglądów, upodobań. Z pokolenia na pokolenie coraz bardziej zaciera się harmonia, jaka panowała jeszcze u samego początku gatunku człowieka. To nasze ukształtowanie psychologii i myślenia doprowadziły do zawahania się nad światem. Stał się on po prostu dla nas nie wygodny. Światem również jesteśmy my. Przykładem tego może być pracoholizm. Człowiek nie jest przystosowany do notorycznego wysiłku intelektualnego jak i fizycznego. A jednak są ludzie, którzy nie chcą pogodzić się z naturą, którzy nieustanie poszukują zajęcia najczęściej jest to również na podłożu materialnym, ale to już swoją drogą. Jesteśmy bezradni kiedy pozostajemy sami bez harmonii ze światem. Jednak obok nas jest Człowiek, który wyciąga do nas pomocną dłoń, chce nam pomóc. Lecz to od nas zależy czy się zatrzymamy.
„[…] Ciągle dążymy, gonimy za czymś, (…)”. No cóż jakby nie patrząc jest to prawda. Każdy człowiek ma swoje cele, plany, oczekiwania i marzenia. I cały czas do nich dążymy, czasem nawet po trupach. Ciągle chcemy iść do przodu. Iść jak iść my chcemy biec. Biegamy w wyścigu szczurów, o lepsze stopnie, o lepsze ciuchy, najnowsze gadżety, itp. A przy okazji co raz częściej zapominamy o drugim człowiek, który najczęściej jest na wyciągniecie ręki. Nie widzimy go bo biegniemy do sklepu po nowe buty bo jest promocja. Nie widzimy go w szkole, bo najważniejsze, żeby nauczyciel nas lubił i podwyższył nam ocenę. Biegniemy… Biegniemy…  „(…) co zdobyte nie daje nam godziny szczęścia. […]”. Kiedy już dobiegniemy i zdobędziemy to co chcieliśmy. Nie minie godzina, a już szczęścia na naszych ustach nie będzie widać – dlaczego? Bo będziemy biec dalej w wyścigu szczurów o kolejne nowe buty (choć mamy już ich miliony), jeszcze lepsze oceny. I znowu najważniejsze w naszym życiu nam ucieka – Człowiek, który stoi i czeka. Niezauważony, smutny przygląda się jak cały czas biegniemy i mijamy go po raz setny na drodze. Nawet przez sekundę nie wpadnie nam do głowy myśl – tam stoi Człowiek.
„[…] Życie jest łańcuchem napięć. […]”. Kiedy znowu biegniemy i napotkamy na swojej drodze przeszkodę, już co raz rzadziej budzi się w nas chęć pokonania jej, lecz gniew, złość, nienawiść, i pytanie „dlaczego teraz i tu?”. Choć nie boimy się jej to po prostu nie chce nam się, ale nie wpadnie nam to do głowy, że to ten wyścig szczurów wzbudził w nas te negatywne reakcje (gniew, złość, nienawiść). Temu wszystkiemu przecież jest winien świat. Przecież to on jest dyktatorem. I co z tego biegniemy dalej… biegniemy by nie stracić szans na zdobycie nowej pary butów, lepszego stopnia. I znowu Człowiek stojący obok nas jest mało zauważalny. Biegniemy…
„[…] Po każdym z nich następuje krótkie odprężenie, (…)”. Mam czas, chwila odpoczynku, łapiemy oddech, napinamy mięśnie. I choć to miał być odpoczynek staje się już wypatrywaniem kolejnego celu, kolejnej promocji w supermarkecie „(…) które czyni miejsce nowemu napięciu. […]”. Pozostajemy w miejscu, ale tylko po to, aby nabrać sił na kolejny pościg. Możemy to nazwać, którą pauzą w tym wyścigu szczurów. Człowiek nadal stoi z boku. Po raz kolejny nie zauważony, czeka.
„[…] Ustanie tej kolejności jest śmiercią.” Kiedy jednak to wszystko zatrzyma się, a końcem tego wyścigu szczurów jest śmierć, otworzymy oczy. Wtedy jednak już będzie za późno na jakąkolwiek poprawę. Staniemy tacy, jacy byliśmy za życia. Nic nie będzie wymazane i nic dopisane. Zostaniemy rozliczeni z każdej sekundy naszego życia, z każdego małego podarunku. Wtedy dopiero okaże się czy dobrze dysponowaliśmy naszym życiem i czy uwzględnią nasz PIT życia.
PIT Życia, z którego rozliczyć będziemy się musieli tuż po śmierci. Wtedy nic nie będzie już do zmiany. I tak jak ktoś mądry powiedział, że przeszłość już nie należy do nas, przyszłość też nie, tylko teraźniejszość jest nasza. Tylko teraz i tu możemy zdecydować czy zobaczymy innego Człowieka, który stoi i na nas czeka, czy nie. Czy zechcemy zatrzymać się w tym wyścigu szczurów. Czy starczy nam odwagi aby się z niego wycofać.
Pamiętaj obok stoi Człowiek, który widzi i czeka.

sobota, 17 kwietnia 2010

OCULUS

Człowiek nie zdaje sobie sprawy jakim zwierciadłem duszy jest oko. Niby zwyczajne. Uważane za narząd odbierający obrazy, a jednak nie. Jest również odbiciem duszy. Kiedy spojrzymy komuś w oczy. Jeśli znanym już chciaż część ich. Możemy zauważyć odbicie duszy. Pokaż mi oczy a powiem Ci jakie miotają Cię emocje. :-)



Spojrzeć komuś głęboko w oczy. Dojrzeć niepokój, strach, ból. Jednym słowem problem, jednak nie jesteśmy wstanie z oczu go wywnioskować. I wtedy rodzi się nie pokój, lęk. Co dalej zrobić? Pozostawić bez pomocy, czy pchać się na siłę i mieć to poczucie wciskania nosa tam gdzie mnie nie chcą. Decyzja niby należy do mnie, ale typowe ludzkie emocje, rozterki nie pozwalają na samodzielną decyzję. Pchają do pewnych kroków, a następnie wycofują się, a człowiek pozostaje bezradny pośrodku całej tej sytuacji.

Boję się tego, że jeżeli pójdę i spytam się po ludzku "co się dzieje?", może być to potraktowane jako wciskanie się na siłę. Najgorsza to jest właśnie ta bezradność i poczucie, że to moja winna. Coś się powie, coś się zrobi i wszystko się pieprzy... i po raz setny pozostaje się sam na sam ze sobą bez nikogo. Wszystkich ranię, a później żałuję, czas na poprawę raczej już minął i po raz enty pozostałem sam jak palec, bo jestem świadomy tego, że moja "przyjaźń" do drugiej osoby, zawsze kończy się dla niej bólem z mojej strony. Chociaż nie chcę tego, zawsze się to dzieje. DLACZEGO? odwieczne moje pytanie. I tak jak zawsze i teraz po zostaje bez odpowiedzi. Mogę niby snuć jakieś swoje wywody, ale po co? I tak próbując zmienić coś jeszcze bardziej ranię innych. Chcący czy nie chcący to czynie. :-( Żałuje i PRZEPRASZAM... Już nigdy to się nie powtórzy. Wycofuję się. Nie jestem godzien waszej przyjaźni. 

Czasem samotność, bezradność, cisza wewnętrzna i zewnętrza jest jednym rozwiązaniem, aby zmienić swój egoizm i ranienie innych. 

niedziela, 11 kwietnia 2010

NAVIGIUM



"Statek, który stoi w porcie, jest bezpieczny. Ale nie po to buduje się statki" William Shed




Nasze życie jest statkiem. Moje również. Z pewnością wole stać w porcie, gdzie jestem bezpieczny. Według psychologa Abrahama Maslowa potrzeba bezpieczeństwa jest motywacją działań. Szukam jego, ponieważ daje samo poszukiwanie go daje mi niesamowitą siłę. Kiedy natomiast na chwilkę znajdę bezpieczny port, chciałbym wiecznie przy nim stać. Nie myśląc o problemach wypłynięcia na głębie. Jednak nie po to mnie wysłał Bóg na ten świat i stworzył na swoje podobieństwo, aby ja stał bezczynnie cały czas w swoim życiu. Pragnął, aby wypłynął i głosił to, co On mi przekazał, był Jego "reklamą".
"Nie bój się, wypłyń na głębię       
Jest przy tobie Chrystus             
Nie bój się wypłyń na głębię 
jest przy Tobie Chrystus nie bój" 
Niech ta piosenka przemawia i zachęca wszystkich wypłynięcia na głębie.  

czwartek, 8 kwietnia 2010

Wątpliwości

"Kiedy masz jakieś wątpliwości, idź do biblioteki." J.K. Rowling
Może się komuś narażę, ale dla dzisiejszych moich rozmyśleń, zmienię treść tego cytatu, a dokładniej jedno słowo. Teraz cytat brzmi: Kiedy masz jakieś wątpliwości, idź do swej izdebki. Wszystko tak jakby ucichło, uspokoiło się zawitała w końcu do mojego życia radość - prawdziwa radość. Ale tak jak zwykle kiedy jest cudownie musi nadejść czas kiedy nadejdą człowieka wątpliwości, zacznie człowiek się zastanawiać, czy to wszystko ma jakiś sens? Po co to wszystko? Czemu ma to służyć? Dla kogo? Przez kogo? Na co? itd. Najgorsze jest wtedy kiedy na prawdę człowiek nie wie co mam myśleć, jak poukładać sobie wszystko w swoim łebku jak być sobą. Kiedy pojawiają się jakieś nowe sytuacje, z którymi się nie spotkaliśmy, stajemy się opętani, nie pewni wszystkiego. Mówiąc poetycko chodzimy po cholernie cienkim lodzie. I tylko w jakimś stopniu trzeźwy umysł i w pewnym sensie również lęk podtrzymują nas nad powierzchnią wody, jednak nie wiele brakuje by postawić jeden zbyt pewny krok by wpaść na środek dzikiego jeziora w środku nocy. Wtedy pozostajemy już bez ratunku, zatapiamy się bez jakiejkolwiek nadziei na pomoc ze strony innych. Zostaliśmy sami ze swoimi nie rozwiązanymi problemami i wątpliwościami. Jedynym ratunkiem jest podpłynięcie do pomostu (izdebki) i złapanie się jak najmocniej, i wtedy pozostaje nadzieje, że przyjdzie ktoś kto powie nam co mamy czynić.
Ja dzisiaj mam ogromną nadzieje, że chwycę się mojej izdebki i nie puszczę, czekając na mojego Pana, który poradzi mi co czynić.
Może już nie pytasz szeroko otwartymi oczami dziecka, które dostało niespodziewanie w twarz: dlaczego? Teraz, gdy spotyka cię jakaś radość, już wiesz, że przyjdzie wyrównanie - cierpienie. Zaobserwowałeś może jeszcze coś więcej. Że w życiu istnieje prawo serii: są okresy, gdy jest cudownie. Wtedy trawa jest zielona i niebo niebieskie, i słońce świeci albo jest urocza mgła. Ludzie są dobrzy, wszystko układa się planowo, nie masz wątpliwości, że warto żyć.

Po nich przychodzi wyrównanie: złe dni, pełne cierpienia. Wtedy świat jest szary, a ludzie są jak wilki. Budzisz się z bólem głowy. Dowiadujesz się o plotkach, jakie na twój temat krążą. Przełożony robi ci nieuzasadnione wymówki. Niczego nie możesz załatwić. Bezskutecznie oczekujesz na list. Czujesz się stary.

Nie ty jeden. Nie tylko dziś. Nie ma takiej epoki, nie ma bogactwa tak wielkiego ani nędzy tak podłej, nie ma stanowiska tak wysokiego ani tak niskiego, nie uchroni człowieka ani modrość, ani głupota - przed cierpieniem.

Byleś umiał przyjąć cierpienie jak krzyż, który prowadzi do zmartwychwstania.
— Mieczysław Maliński

niedziela, 14 lutego 2010

Zrozumieć ludzi Cz. I - "Czas" Ryszard Rynkowski

Zrozumieć ludzi. Takie oczywiste kiedy żyje się w XXI wieku, w centrum stolicy państwa. Spotykam codziennie kilka set ludzi. Najpierw w domu, na podwórku, na ulicy, w szkole, pracy, na zajęciach, w klubach, restauracjach, pubach, ale czy tak naprawdę ich rozumiem, czy wiem o co im chodzi? Przynajmniej ja mam z tym problem.

CZ.1
Czas, niewyspany, zdyszany,
Czas przeklinany co rano, blady,
Czas - chudy sknero bez duszy,
Ten Twój czas, to jest wszystko, co masz.
Twój przyjaciel na dobre i złe,
I Twój wróg, co wydziela Ci tlen,
Na Twym czole on znaczy swój ?lad
By bywa zawsze na czas
Czas w kąt wagonu wciśnięty,
Czas wciąż spóźniony, zgoniony, świety,
Czas - Twe powietrze i wodo,
Ten Twój czas, to jest wszystko co masz.
Twój przyjaciel na dobre i złe,
Biciu serca odmierza wciąż kres,
Uwieziony w klepsydrze Twój Pan,
Co na ustach ma piach.
Czas, czyjeś oczy nad ranem,
Czas, najpiękniejszy kochanek. Amen.
Czas - twe ostatnie pytonie:
- Wiec to już? Tylko tyle dał czas.
"Czas" Ryszard Rynkowski"
Żyje w stolicy Rzeczypospolitej Polskiej, często bywam w centrum jak pięknego miasta, gdzie spotykam kilka set ludzi mijając ich na ulicy, na przystanku, w centrum handlowym. Wszyscy w pośpiechu, zamyśleni, zajęci rozmową przez telefon, zasłuchani w muzykę z mp3, mp4, telefonów, ipodów, itp.. Mało osób zwraca jakąkolwiek uwagę na otaczający nas świat. Każdy z nas widzi tylko 20% tego co może zobaczyć, więc jak musi być piękny świat w 100%.  Jesteśmy tak zaganiani, że nie próbujemy nawet zauważyć to, co się znajduje w zasięgu naszego wzroku. Wiem z własnego doświadczenia, że idąc na przykład do szkoły, myślę o wszystkim (tzn. o niczym), nie zwracając uwagi na ludzi, których mijam, na drzewa, na domy, na samochody, na pogodę. Umyka mi większość to, czego mógłbym zobaczyć. Czy nie lepiej zamiast zachłannie szukać myśli w głowie i ekspresowa ich segregować, albo bujać w niebieskich obłokach, usiąść czasem na ławce lub podczas spaceru, wsłuchać się w głosy przyrody, dojrzeć piękno otaczającego świata. Zawsze zastanawiałem się dlaczego tak mało osób tak czyni. Teraz po przemyśleniu wiem.
Ostatnio słucham dość często piosenek wykonawców, jak to mówimy starego pokolenia, a są m.in. Ryszard Rynkowski, Grzegorz Turnau. Któregoś wieczoru w poszukiwaniu podkładów znalazłem podkład do piosenki "Czas" Ryszarda Rynkowskiego, a że nie znałem jej, zaraz wpisałem na wrzucie. Posłuchałem kilka razy i kiedy wsłuchałem się bardziej w tekst, zrozumiałem, że człowiek żyje w świecie, którym kieruje czas. Tak naprawdę w życiu mamy tylko czas. "[...] Ten Twój czas to jest wszystko co masz. [...]". Każdy z nas ma tylko i wyłącznie czas, gonimy za tym, aby jak najwięcej zrobić, jak najwięcej osiągnąć. Jednak możemy nad tym czasem zapanować. Zmienić nastawienie. Nie bawić się z czasem się z czasem w berka, tylko pogodzić się z nim. Przynajmniej ja mam takie wrażenie. "[...] Twój przyjaciel na dobre i złe [...]". Nie zdążymy się obrócić a już czas minie. "[...] Wiec to już? Tylko tyle dał czas.".

Siedząc w domu i myśląc nad tym wszystkim doszedłem do wniosku, że ludzi się nie da zrozumieć. Każdy z nas jest tak inny, tak różnimy się, że nie ma definicji(wzoru) na poznanie człowieka. Każdego musimy poznać osobno, nie przez pryzmat pozorów, ale dogłębnie. Ale aby ułatwić sobie i innym, powinniśmy zacząć inaczej traktować czas, spróbować dostrzec to co dla tych 20%, które widzimy, jest nie osiągalne.

Człowiek według mnie jest tak trudną istotą do zrozumienia, że wątpię, że kiedykolwiek mi się to uda. Najpierw sam musiałbym się poznać, a to również jest bardzo trudne.

Czas wszystko zacząć

Nadszedł czas abym zacząć pisać swojego bloga. Już coraz więcej młodych i starszych ludzi zagląda do internetu nie tylko w poszukiwaniu nowych znajomych, ale również poszukiwaniu siebie samego. Przykładem tego jestem ja. Zaczynam pisać tego bloga, nie po to tylko, aby ktoś go czytał. Mówiąc szczerze nie za bardzo mnie to obchodzi. Chcesz czytać? Czytaj. Robię to tylko i wyłącznie dla siebie. by w końcu poukładać w sobie wszystko to, co jest w tym mojej główce :)
Mogę już teraz powiedzieć. Nie będę pisać o moich uniesieniach miłosnych, o sporcie, czy o innych dyrdymałach. Chcę pisać o życiu. O prawdziwym życiu młodego człowieka, o jego poszukiwaniu odpowiedzi na różne pytania, o zainteresowaniach, o poglądach, i patrzeniu na świat. :)

Najważniejsze to zobaczyć, to co jest w życiu ważne, a nie to, co wydaje nam się ważne.
 Od dłuższego już czasu zastanawiam się, czy to co, według mnie jest ważne i co uważam za ważne, jest tak naprawdę istotne i jaką role odgrywa w moim życiu. Niby mówię sobie to jest dla mnie ważne, to mniej ważne, a to w ogóle, ale czy tak naprawdę sam wiem czy to dla mnie jest ważne? Chciałbym chociaż raz wiedzieć w 100%, że to co robię, daje mi prawdziwą radość, a nie tylko chwilowy zachwyt. Czasami naprawdę trudno odróżnić to co trzeba robić od tego co chce się robić.Nawet kilku godzinne zastanawianie się nad sobą i nas swoim życiem nie da mi pełnej gwarancji, gdyż wiele czynności robię odruchowo nie zdając sobie sprawy z ich sensu. Więc jak mogę zobaczyć to co jest dla mnie ważne? Każdy z nas ma swoje plany na przyszłość, na teraźniejszość, ale i każdy z nas ma serce i rozum, którymi się kieruje. To one powinny wskazywać nam dla nas ważne rzeczy, to one gwarantują na przynajmniej minimum komfortu we własnym działaniu. Przynajmniej w moim przypadku to działa, ale nie zawsze i nie do końca. Dlaczego? Ponieważ w moim młodym wieku serce mówi co innego, natomiast rozum co innego, czasami trudno wybrać cokolwiek. Zdarza się, że na nasze decyzję i nasze wybór, na nasze "ważne", mają wpływ miliony osób z naszego otoczenia. Przykład 16latka, którego prawie wszystkie decyzję, w jakimś stopniu muszą być zaakceptowane przez rodziców, przez nauczycieli, przez kolegów i koleżanki. Czy możemy się więc zawsze i do końca robić w życiu to co jest dla nas ważne? Tak, ale to my powinniśmy naprowadzać samych siebie, słuchać własnego serca i rozumu, ale nie zakłócając jednocześnie starych, bo starych odbiorniku (Rodziców, nauczycieli, kolegów w pewnym stopniu również).

Lubie czasem usiąść i zastanowić się, co tak naprawdę robię sam z siebie, co przez rodziców, co przez nauczycieli, co przez kolegów i koleżanki, co przez napotkanych ludzi. I po co to robię. I czy sprawia mi to radość (długotrwałą, a nie ulotną).