Nowy a raczej kolejny rozdział mojej życiowej księgi.

Chcą czy nie chcą trzeba żyć.

Znam już swój cel, drogę i środki wyrazu. A co z tego wyjdzie, dowiesz się czytając.

Blog - swoisty pamiętnik, skrótowiec
myśli, miejsce ewolucji duszy, miejsce wylania duszy na słowa.

Czytelnik - odbiorca myśli, iskra nadziei, naukowiec, miłośnik czytania nielogicznych
utworów epickich o charakterze refleksyjno-filozoficznych.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wątpliwości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wątpliwości. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 lutego 2011

Zaufać i ufać.

"Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy." Mt 6, 24-34
 Bóg w tym fragmencie pokazuje w sposób szczególny bezgraniczną i zazdrosną miłość do człowieka. Już pierwsze zdanie sygnalizuje, że Bóg nie chce się dzielić, a pragnie posiadać całego człowieka na wyłączność. Duszę jak i ciało. A za tym idzie również każde czynności i potrzeby ludzkie. Skłania człowieka ku refleksji nad podzielnością uwagi. Czy jesteśmy w stanie podjąć się działania w dwóch całkowicie różnych grupach w pełnym zaangażowaniu? Czy potrafimy w jednym momencie wykonywać dwie czynności w taki sposób, by żadna nie uniżała drugiej?

Dlaczego Bóg zwrócił uwagę na służbę Bogu i Mamonie?

"(...) nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się przyodziać. [...]" Bóg nie prosi o całkowite zaprzestanie troszczenia się o potrzeby cielesne, jednak prosi o umiar, o minimalizm. Nasuwa się pytanie - po co? Może Bóg pragnie, by człowiek odkrył Go w sobie, poczuł Jego bezgraniczną miłość. Można stwierdzić, że Bóg jest egoistą. Przecież na nasz ludzki rozum Bóg troszczy się o swoje potrzeby. Jednak Jego potrzeby, pragnienia są zgodne z naszymi. Bóg pragnie Miłości naszej, w tym szczęścia i radości. Egoizm Boga to tylko nasz ludzki wymysł, by odrzucić myśl o tym, iż Bóg pragnie nas. Nie zwracając na nic uwagi. Ani na wygląd, ani na charakter a już tym bardziej na światopogląd On nas kocha.

"Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie?"


Bóg pokazuje ważność. Sugeruje, a nie wymusza. Okazuje nam naszą wolną wolę oraz nasz rozum. Czy tym zdaniem nie traktuje nas jak Przyjaciół? Jako najbliższe mu osoby? Troska, a zarazem Jego pojmowaniu retoryczne pytania domagają się odpowiedzi w duszy każdego człowieka. Po cóż nam pokarm bez życia, a odzienie bez ciała? Człowiek szuka "skutków", nie zastanawiając się nad "przyczyną". Bardzo ostatnio popularne pytanie - żyjemy aby jeść, czy jemy aby żyć. Niby śmieszące pytanie wielu młodych osób, a za razem dość głębokie i pełne refleksji. Pokarm, odzienie. Rzeczy nieuniknione. Bóg w tym zdaniu Ewangelii pokazuje wartościowość, hierarchię. Pokarm i odzienie nie są najważniejsze. Po cóż one by znaczyły gdyby nie było życia i ciała?

Bóg pokazuje nam dwa przykłady lilii i ptaków niebieskich. Używa alegorii, by człowiek urzeczywistnił mocne słowa. Bóg tłumaczy, jak opiekuńcza Matka, a zarazem srogi Ojciec. Bóg jest całością świata. Pokazuje nam wartość człowieka w Jego oczach, miłością jaką ku nam skierował. Mimo Jego starań ciągle ludzie dalej "zbytnio się troszczą", zadając sobie pytania: "Co będziemy jeść? Co będziemy pić? Czym się odziejemy?" Bóg odpowiada surowo, "(...)o to wszystko poganie zabiegają."

Bóg niczego nie pragnie więcej jak zaufania. Jak bezgranicznej ufności Jemu. Zapewnia nas, że jest świadomy naszych potrzeb, nawet nam obiecuje, że dam nam ich na tyle, abyśmy byli szczęśliwi, i na ile tego potrzebujemy. Bóg wie. Prosi o zaufanie.


Czy potrafimy ufać?

Pierwszym krokiem jest zaufać. Wejść w Jego tajemnice z pokorą serca i z całkowitym oddanie. Bezgranicznie oddając się w Jego opiekę. On nie wymaga od razu ascezy, jedynie pragnie, by w naszym życiu znalazła się chwila dla Niego. Chwila na Jego obecność.

Drugim krokiem jest trwanie w ufności. Nie oznacza to stania w miejscu w zaufaniu. Nie, nie, nie. Całkowite nie! To ciągła walka samego człowieka. Ciężka próba. Postęp jest stopniowy, ale siła Boża o wiele szybsza. "Bóg za dobre wynagradza".

Na pozór proste słowa, a jednak w momentach słabości, kryzysu wiary, cz nawet oschłości duchowej pojawia się zwątpienie. Bolesne dla obu stron. Czy potrzebne? Pewnie tak, ponieważ Bóg dopuszcza do tego. W moim przekonaniu chwilę słabości, nawet zwątpienie, to tylko lekki krok w tył, by nabrać rozpędu naprzód. Z większą i silniejszą mocą, werwą, nadzieją.

Bóg prosi o zaufanie.

Czy jesteśmy gotowi wejść na tą drogę zaufania?

Jeżeli wyjdziemy to czy wytrwamy w ufności i będziemy szli ku Niemu?

Wszystko znane jest tylko Bogu. Spróbuj. Powierz się Jemu. Zaufaj. Spróbuj. Może odkryjesz w tym swoją drogę. Może w tym rozkochasz się. I powierzysz mu całe życie. Może zaufasz mu tak, że na Jego Głos odpowiesz mocnym i pewnym - TAK!!!



Ufajmy Bogu, bo w Nim Nadzieja.

Asceza we współczesnym świecie

Przygotowując się do zbliżającej się szkoły, a szczególnie zbliżającego się sprawdziany z polskiego, ze średniowiecza, zastanowiłem się nad ascezą. Dla wyjaśnienia. Asceza to styl życia polegający na surowym i wstrzemięźliwym życiu, wypełnionym postem i modlitwą w odosobnieniu oraz nad umartwianiem ciała, w celu doskonalenia duszy i osiągnięcia świętości. Czy w naszym świecie, w naszym otoczeniu są asceci?

Od czasów średniowiecza po dzień dzisiejszy, a zapewne i dalej, życie człowieka i jego ziemska egzystencja ewaluowała do tego stopnia, że porównując czasy średniowiecza z dzisiejszym światem są to dwa różne światy, i dwa różne światopoglądy, i dwa różne rodzaje człowieka.

Ascetyzm XXI wieku. W swoim dotychczasowym życiu nie spotkałem jeszcze pełnego ascety, ale muszę powiedzieć, że znam wiele osób, które swoim stylem życia, swoim tokiem rozumowania, swoim przykładem życia są po części ascetami. Dlaczego po część? Jak wszystko od czasów wczesnośredniowiecznych (czyli mówimy o czas V-VI wiek n.e) ewaluowało doprowadzając do dnia dzisiejszego całkowicie odmienne wzorce. Również i ascetyzm przez prawie półtora tysiąca lat zmienił się. Ale czy aż tak bardzo?

Czy możemy wśród naszego otoczenia wskazać ascetów?

Raczej nie. Odpowiedź jest prosta. Ponieważ współcześni asceci są zmuszeni do życia w świecie technologii i dóbr doczesnych. Ale w swoim wnętrzu tkwią w myśli odosobnienia. Według mnie, właśnie na tym polega współczesna wersja ascezy. Tzn. Na wewnętrznym stylu polegającym na surowym i wstrzemięźliwym życiu. Oznacza to, że człowiek w swoich rozważaniach, w samokrytyce, jak i opiniach jest surowy, oznacza się dość stoicką postawą. Wstrzemięźliwość mogłaby się i pewnie kojarzy najczęściej z wstrzemięźliwością od pokarmów mięsnych (jak mówi jedno z pięciu przykazań kościelnych), ale we współczesności może pokazywać wartości spokoju, dystansu, wewnętrznej harmonii, a za razem opartej na „złotym środku”. Asceza wypełnienie życia postem i modlitwą w odosobnieniu. Współczesność. Można post we współczesnej ascezie można rozpatrywać jako wyrzeczenie się duszy, ograniczeniem duszy, katorgą duszy, hartowaniem.

Jednak ja wprowadzić post dla własnej duszy?

Modlitwa we współczesnym świecie. Mimo Kościołów, wolnego dostępu do wszelkiego rodzaju wspólnot, nieskończonych możliwości wyjazdów na rekolekcje, spotkania, powołaniówki, człowiek potrzebuje samotności. Samotnej modlitwy. Wewnętrznej modlitwy. Modlitwy duszy.

Powstaje jednak kolejne pytanie – jak się modlić? Szczególnie w sposób odosobniony.

Asceza – umartwiania ciała. Przy dzisiejszych możliwościach dbania i rozpieszczania własnego ciała jak możemy mówić o ascezie w tym kontekście. Może jednak damy rade. We współczesnym świecie również możemy dostrzec czynności, rzeczy, które dodają pociechy nam i naszemu ciału. Czy jednak jesteśmy w stanie je ograniczyć? Przykładem mogą być nałogi, w dzisiejszych czasach postęp tej dziedziny jest bardzo szybki. Uzależnienie od leków, komputera, telewizora, komórki, Spa, chipsów, narkotyków, papierosów, alkoholu, siłowni, odchudzania. Wszystko na pozór dostarcza nam pociechy, a z czasem wykańcza nasz organizm. Jednak jak w tym wszystkim można odnaleźć ascezę. Według mnie to ona w tym wszystkim trwa najmocniej. Gdy odrzucimy wszystkie przyjemności, wszystkie nasze przyzwyczajenia, nałogi, nawyki, pragnienia cielesne staniemy się swoistymi ascetami, ale jak czy to wszystko? Może potrzeba jeszcze zminimalizowania optymalności.

Jednak czy człowiek XXI wieku jest na to gotowy?

Asceza to doskonalenie duszy. W dzisiejszych czasach właśnie doskonalenie duszy można uznać za najbardziej ciężką pracę na całym świecie. Dlaczego? Wszystkie udogodnienia ziemskiej egzystencji zakłócają nam harmonie duszy. Telewizor, komputer, telefon. Pomagają w komunikacji, a za razem fałszują naszą osobowość. W jaki sposób nie będziemy się zagłębiać. Więc czy człowiek może pokonać bariery technologiczne, by dobić do własnej duszy? Zastanawiam się, co by odpowiedzieli ludzie, gdyby ktoś zapytał ich o ich duszę. Wyrwanie się z sideł współczesności nie jest proste, ale jest możliwe. Dość wiele osób z mojego otoczenia powtarza teorię o pracowaniu nad sobą, można również podłączyć pod to pracę nad udoskonaleniem duszy. Wszystko pięknie brzmi w słowach. A jak w wygląda to w praktyce. Dusza człowieka potrzebuje czasu, refleksji, zadumy i samotności, a przede wszystkim wytrwałości. Czy można to osiągnąć w dzisiejszych czasach?  Każdy mógłby się zastanowić, czy znalazłby czas dla siebie. Asceza wymaga. Wymaga przede wszystkim czasu i ciężkiej pracy. Wewnętrznej. Duchowej.

Czy człowiek jest wstanie podjąć tak żmudną i czasochłonną pracę?

Asceza mknie ku osiągnięciu świętości. Czy dzisiaj jest wiele osób, które pragną być święte? Dążenie do świętości zobowiązuje. Wymaga wyrzeczeń, kultury, relacji z Bogiem, bycia przykładem. Droga kręta, niebezpieczna, przechodzi po zboczach wysokich gór, sięgających nieba. Wszystko dzisiaj przelicza się na opłacalność. Ale czy można właśnie świętość i drogę ku niej przeliczać na opłacalność? Porażki, cierpienia, bóle, zwątpienia nie ustające sytuacje na tej drodze.

Czy świętość, nie przeraża? Czy droga ku niej nie jest zbyt ciężka, czy w ogóle opłaca się?

Wiele jest pytań, a wiele jeszcze odpowiedzi. Jedno jest pewne. W dzisiejszych czasach można spotkać ascetów. Nie można łudzić się, że będą to bohaterowie średniowieczni. Cisza i pobożność. Skromność i ubóstwo. Minimalizm i obiektywizm. To cechy współczesnego ascety.


Czy każdy może nim zostać?

Według mnie nie. Zarówno jak było to w średniowieczu, tak i dzisiaj ascetyzm jest szczególnym powołaniem. Powołaniem na miarę powołania zakonnego. Na które trzeba odpowiedzieć tak, albo nie. Bo tylko takie są możliwe odpowiedzi.

Czy ascetyzm to Twoje powołanie? Jeżeli tak, to jaka będzie twoja odpowiedź?

Powiesz tak, i pójdziesz górską ścieżką, czy powiesz nie i pójdziesz z tłumem autostradą do nieba?

Zastanów się co jest bardziej warte i gdzie są piękniejsze widoki.

sobota, 24 kwietnia 2010

AMICUS

Przyjaźń. XXI wiek. Miasto blisko dwumilionowe. Więc czy trudno znaleźć sobie chociaż jednego swojego najlepszego przyjaciela? Nasuwa się również pytania, jaki jest ten najlepszy. No cóż. Żyjemy w świecie wyścigów szczurów i bezgranicznej samotności. Choć każdy z nas ma wielu, bardzo wielu znajomych, nie ma prawdziwych przyjaciół. A to dlaczego? Wiele jest czynników z tego wynikających. Przede wszystkim lęk przed kimś, pogoń, brak zaufania, przeszłość.
Jednak czy warto żyć tylko znajomościami?

Wiele razy człowiek zagląda w swoje życie. Dokładniej mówiąc. Szkoła, zawód, przyszłość, wszystko wiąże się z naszą osobowością, aby się ustosunkować do swoich planów, podjęcia konkretnej propozycji potrzebny nam jest wgląd w nas samych. Przy okazji wielu innych spraw, przyjrzyjmy się naszym relacją z innymi osobami, czy wiążą nas same znajomości, albo same przyjaźnie, czy mamy kilku prawdziwych przyjaciół. Którzy nie pytają nas o nic, tylko słuchają kiedy mamy problem. Którzy znajdą dla nas chociaż sekundę w swoim zajętym grafiku. Którzy nie szukają wymówek. Którzy są blisko w naszych gorszych chwilach. Którzy się przed nami również otwierają. Którzy wierzą i pomagają nam. Którzy nas dopingują. Którzy nie marudzą, nie plotkują, nie obgadują, nie spiskują przeciw nam. Potrzeba nam takich przyjaźni. Czystych, naturalnych, szczerych, otwartych. Pytanie po raz kolejny – DLACZEGO? Odpowiedź jest prosta. Dodają nam one siły, pewność siebie oraz dodają mocy i chęci działania. Może się to wydawać dziwne, ale człowiek samotny, nigdy nie będzie szczęśliwy. Pozorem jest to, że samotność to tylko  być samemu sobie największym przyjacielem. Oczywiście, jest to bardzo ważne, ale szczęście człowieka jest złożone z wielu czynników. Pierwszym nim jest przyjaźń – do innych jak i od innych oraz przyjaźń z samym sobą.

Nic innego w życiu cenniejszego nie ma, niż oddanie przyjaciela. Owszem, bywają lepsze, gorsze dni, bywa również chwila wątpliwości, zamętu. Ale to natura człowieka. Ważne jest aby ta przyjaźń przezwyciężała wszystko. Każdą naszą kłótnie, problemy, radości, czas trudny jak i wspaniały.

Przyjaciela powinno się posiadać, ale również przyjacielem powinno się być. Powinność oddawania dobrem za dobro jest mniej znana niż przegadana teoria oddawania złem za zło. DLACZEGO? Bo człowiek nie widzi dobroci, więc jej nie docenia. Tego co czyni i otrzymuje od innych osób. Możemy mówić wiele o złym. W stosunku do siebie jak i do innych. Ale dobrego nie zauważamy, a kiedy się ono zdarzy widzimy je tylko w innych, nie w sobie.

Czas dla przyjaciela. Poświęcamy wiele czasu telewizji, komputerowi, szkole, książce. Wszystko jest dla ludzi. Ale w XXI wieku ginie na tym planie człowiek. Dlaczego?  Bo zastępuje go gg, mail, telefon komórkowy. Mam wrażenie że archaizmem stanie się słowo list. W dzisiejszych czasach nie spotykamy się z tego typu komunikacją, ponieważ zastąpiono go słowem mail. Ale różnica między nimi jest wielka. W liście człowiek oddawał całego siebie, swoje emocje. Natomiast mail jest tylko maszynową wersją, pustą próżnią, bez uczuć.

Przyjaźń to zbudowana z wielu poziomów budowla. Dlatego uważam, że przyjaciela powinno się mieć chociażby jednego, ale prawdziwego. Nie jest to proste, ponieważ przyjacielem jest osoba z którą się zjadło beczkę soli. Ale zdarza się, że znajdujemy się za równo w trudnych życiowych sytuacjach, jak i w radosnych. Człowiek rozbudował swój tok myślenia i poznawania innych osób. Co raz rzadziej można zaobserwować powierzchowne poznawanie osób u dorosłych. Częściej zdarza się to w naszym młodym pokoleniu. Poznajemy i doszukujemy się w drugim człowieku cech nam bliskich. I teraz nasuwa się pytanie – Dlaczego tak się dzieje? Pytanie może niezbyt trudne, ale tez daje trochę do myślenia. Człowiek, który odczuwa potrzebę być przy, z drugą osobą, pragnie ją jak najszczegółowiej poznać. Tak właśnie rodzi się przyjaźń, poprzez pragnienie poznania.

Podsumowują, człowiek to osoba, która w swojej naturze nie jest stworzona do samotności, jednakże nie jest wstanie zadowolić się tylko i wyłącznie powierzchowną znajomością. Poszukuje, a jak odnajdzie, pogłębia swoje pragnie jej poznania. Staje się osobą szczęśliwą, ale tylko w tedy kiedy czuje odwzajemnienie tej relacji.

Na koniec życzę sobie i wam odnalezienie tej osoby, którą powierzymy swoje zaufanie, a później życzę wam pogłębienia i rozwijania swoich pragnień poznania tejże osoby.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Wątpliwości

"Kiedy masz jakieś wątpliwości, idź do biblioteki." J.K. Rowling
Może się komuś narażę, ale dla dzisiejszych moich rozmyśleń, zmienię treść tego cytatu, a dokładniej jedno słowo. Teraz cytat brzmi: Kiedy masz jakieś wątpliwości, idź do swej izdebki. Wszystko tak jakby ucichło, uspokoiło się zawitała w końcu do mojego życia radość - prawdziwa radość. Ale tak jak zwykle kiedy jest cudownie musi nadejść czas kiedy nadejdą człowieka wątpliwości, zacznie człowiek się zastanawiać, czy to wszystko ma jakiś sens? Po co to wszystko? Czemu ma to służyć? Dla kogo? Przez kogo? Na co? itd. Najgorsze jest wtedy kiedy na prawdę człowiek nie wie co mam myśleć, jak poukładać sobie wszystko w swoim łebku jak być sobą. Kiedy pojawiają się jakieś nowe sytuacje, z którymi się nie spotkaliśmy, stajemy się opętani, nie pewni wszystkiego. Mówiąc poetycko chodzimy po cholernie cienkim lodzie. I tylko w jakimś stopniu trzeźwy umysł i w pewnym sensie również lęk podtrzymują nas nad powierzchnią wody, jednak nie wiele brakuje by postawić jeden zbyt pewny krok by wpaść na środek dzikiego jeziora w środku nocy. Wtedy pozostajemy już bez ratunku, zatapiamy się bez jakiejkolwiek nadziei na pomoc ze strony innych. Zostaliśmy sami ze swoimi nie rozwiązanymi problemami i wątpliwościami. Jedynym ratunkiem jest podpłynięcie do pomostu (izdebki) i złapanie się jak najmocniej, i wtedy pozostaje nadzieje, że przyjdzie ktoś kto powie nam co mamy czynić.
Ja dzisiaj mam ogromną nadzieje, że chwycę się mojej izdebki i nie puszczę, czekając na mojego Pana, który poradzi mi co czynić.
Może już nie pytasz szeroko otwartymi oczami dziecka, które dostało niespodziewanie w twarz: dlaczego? Teraz, gdy spotyka cię jakaś radość, już wiesz, że przyjdzie wyrównanie - cierpienie. Zaobserwowałeś może jeszcze coś więcej. Że w życiu istnieje prawo serii: są okresy, gdy jest cudownie. Wtedy trawa jest zielona i niebo niebieskie, i słońce świeci albo jest urocza mgła. Ludzie są dobrzy, wszystko układa się planowo, nie masz wątpliwości, że warto żyć.

Po nich przychodzi wyrównanie: złe dni, pełne cierpienia. Wtedy świat jest szary, a ludzie są jak wilki. Budzisz się z bólem głowy. Dowiadujesz się o plotkach, jakie na twój temat krążą. Przełożony robi ci nieuzasadnione wymówki. Niczego nie możesz załatwić. Bezskutecznie oczekujesz na list. Czujesz się stary.

Nie ty jeden. Nie tylko dziś. Nie ma takiej epoki, nie ma bogactwa tak wielkiego ani nędzy tak podłej, nie ma stanowiska tak wysokiego ani tak niskiego, nie uchroni człowieka ani modrość, ani głupota - przed cierpieniem.

Byleś umiał przyjąć cierpienie jak krzyż, który prowadzi do zmartwychwstania.
— Mieczysław Maliński