Blog - swoisty pamiętnik, skrótowiec
myśli, miejsce ewolucji duszy, miejsce wylania duszy na słowa.
Czytelnik - odbiorca myśli, iskra nadziei, naukowiec, miłośnik czytania nielogicznych
utworów epickich o charakterze refleksyjno-filozoficznych.
myśli, miejsce ewolucji duszy, miejsce wylania duszy na słowa.
Czytelnik - odbiorca myśli, iskra nadziei, naukowiec, miłośnik czytania nielogicznych
utworów epickich o charakterze refleksyjno-filozoficznych.
niedziela, 4 września 2011
czwartek, 1 września 2011
O naśladowaniu Chrystusa cz. I
Nie dawno do głowy wskoczył mi pomysł na serię odnośnie postów na blogu. Przemyślałem parę ważnych tematów, co chciałbym poruszyć. Biblia? Piękna księga, ale jeszcze zbyt trudna jak dla mnie. Cóż może trafić do mnie, a przez moje komentarze do innych, szczególnie młodych? I wtedy wpadła mi do ręki książka "O naśladowaniu Chrystusa" Tomasza a Kempis'a z rozważaniami ks. Felicite Roberta de Lamennais. Czy to dobry pomysł i czy to coś komuś da? Odpowiedź na to pytanie nie należy już do mnie. Wszystkich młodych i tych po osiemnastce z hakiem (mniejszym bądź większym) zachęcam do lektury tej książki.
Rozpoczynam jak to przystało na serię, od samego początku. Księga Pierwsza, rozdział pierwszy.
| Manuskrypt "O naśladowaniu Chrystusa" Biblioteka Królewska w Brukseli |
KSIĘGA PIERWSZA
Rady przydatne, by wkroczyć na drogę życia wewnętrznego.
I. Trzeba naśladować Chrystusa, a wzgardzić wszystkimi marnościami świata.
1. "Kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemnościach" (J 8,12), mówi Pan. Tymi słowami Jezus Chrystus poucza nas, byśmy naśladowali Jego postępowanie i życie, jeśli chcemy zostać prawdziwie oświeceni i uwolnieni z zaślepienia serca. Niech więc rozważanie życia Jezusa będzie w naszych rozmyślaniach na pierwszym miejscu.
Kto idzie za mną... tymi słowami rozpoczynamy. Bóg nie rozkazuje - masz iść za mną! - Bóg proponuje każdemu z nas, by zwrócił się ku Niemu i podążał Jego drogą. Bóg nie chce nas przekupić - choć za mną, a nie będziesz w ciemnościach, lecz dostaniesz światło - Bóg oddaje nam siebie dla nas, chce przez swojego Jednorodzonego Syna poświęcić wszystko z miłości do nas, każdego z nas. Jezus Chrystus pragnie naszego szczęścia, nie obiecuje pięknej, bezbolesnej drogi, a wręcz odwrotnie, chce byśmy naśladowali Jego postępowanie i życie. Ani dzieciństwo, ani lata nauczania, a już tym bardziej męczeńska śmierć, nie były proste i przyjemne. Wymagały poświecenia, ofiary i miłości. On tego oczekuje ode mnie i od Ciebie, pragnie byśmy szli Jego drogą. Nie robi tego dlatego, żeby nas zniewolić, poniżyć. On chce nam dać prawdziwe światło, wolność, która jest ponad wszystko to, co my ludzie nazywamy wolnością. To tylko pseudo, bo czy nią są uzależnienia, nawyki, przyzwyczajenia, pragnienia, pożądania, niepohamowane uczucia? W Bogu odnajdziemy uwolnienie, zerwanie zniewolenie, które zgotował nam świat - działalności szatana w świecie. Postawmy Jezusa życie jako wzór, jako drogowskaz jaką drogą mamy podążać. Niech słowa Ewangelii będą odpowiedzią na nurtujące nas pytania, wątpliwości, trudności i problemy.
Jezus Chrystus to też człowiek, najdoskonalszy, bo boski, który również jak i my dzisiaj przeżywał chwile załamań, wahań, zwątpień, fałszywości ze strony innych. A i tak na łożu śmierci wykrzyczał: "Pragnę!", bądźmy i my przygotowani na tą chwilę, byśmy wykrzyczeli na cały świat przykładem naszego życia słowo: PRAGNĘ!
Jezus Chrystus to też człowiek, najdoskonalszy, bo boski, który również jak i my dzisiaj przeżywał chwile załamań, wahań, zwątpień, fałszywości ze strony innych. A i tak na łożu śmierci wykrzyczał: "Pragnę!", bądźmy i my przygotowani na tą chwilę, byśmy wykrzyczeli na cały świat przykładem naszego życia słowo: PRAGNĘ!
2. Nauka Chrystusa przewyższa naukę świętych, a kto by miał ducha [Jezusa], znajdzie w niej mannę ukrytą. Jednakże wielu, choć słucha Ewangelii, pozostaje na słowa Pana niemal nieporuszonymi, ponieważ nie mają ducha Chrystusowego. Chcesz doskonale pojąć i smakować słowa Jezusa Chrystusa? Staraj się żyć tak, jak On żył.
Coraz więcej katolików zaczytuje się i zagłębia się w biografię i nauki świętych, twierdze tak z własnego doświadczenia, nie do końca znając życie i nauczanie Jezusa Chrystusa. W większości domów na półkach obok wielu innych książek stoi księga zatytułowana, "Biblia". Nie raz kapłani na ambonie skarżą się, że wchodzą podczas kolędy do domów, a na stole stara, nieużywana, wręcz zakurzona Biblia. A wystarczy zdanie dziennie, akapit, najmniejszy fragment, by na cały dzień dostać mannę, porównywalna do miodu, który zagoi każdą ranę życia codziennego. Podczas Mszy świętej kiedy kapłan czyta Ewangelię, a potem dodaje słowo, większość ludzi myśli o domu, pracy, a wszystkim, ale nie o tym co potrzeba. Nie ma ducha Chrystusowego. Człowiek tak zamknął się w swojej skorupce, że nie chce nawet kawałeczka wystawić po za, to w czym jest, a bywa, że i w gównie się tarza.
Bóg przychodzi po przez pragnienia- Chcesz doskonale pojąć i smakować słowa Jezusa Chrystusa? Czy to nie jest oczywiste wzbudzanie emocji przez Boga? I prosta nauka, w teorii dość prosta do zrealizowania, ale w praktyce okazuje się, że to tylko pozory. Ale jaka potem nagroda!
3. Na cóż ci rozprawiać uczenie o Trójcy Świętej, jeśli brak Ci pokory, a przez to i podobać Jej się nie możesz? Bez wątpienia, to nie wzniosłe rozmowy czynią człowieka prawym i świętym, lecz życie cnotliwe czyni go miłym Bogu. Wolę odczuwać skruchę, niż znać jej definicję. Choćbyś bowiem znał na pamięć całą Biblię i wszystkie sentencje filozofów, cóż ci to wszystko pomoże bez miłości Boga i Jego łaski? "Marność nad marnościami - wszystko jest marnością" (Koh 1,2), prócz miłowania Boga i służenia Jemu samemu. Największa mądrość to przylgnąć do Królestwa Niebieskiego przez wzgardę światem.
Czyli mam się nie uczyć o Trójcy Świętej? Nie, masz najpierw uczyć się pokory, by spodobać się Jej, a w między rozprawiać nad Nią. Bo jak można się spodobać komuś, będąc pysznym o zatwardziałym sercu. Najpierw trzeba przemienić serca, a do tego potrzebny jest Chrystus, bo tylko On to potrafi. Światu nie potrzeba ludzi nauki, elokwentnych i mówiących o swojej wierze w sposób pyszny, ani modlących się w każdym czasie. Bóg nie potrzebuje sztuczności, ani dewotyzmu , On zna nas na tyle dobrze, że nie oszuka się Go, bo On sam jest Prawdą. Samo poznanie teoretyczne pokory, skruchy, czy tym podobnych, nie wystarczy, potrzeba otwartości serca, gotowości działania, pracy, by poczuć to co w nas głęboko zakleszczone, bo nie ma złych ludzi, są tylko dobrzy ludzie, którzy źle pokierowali swoją drogą życia i skusili się szatanowi. Bóg nie wybierał naukowców, faryzeusz w dawnych czasach, którzy cytatami biblii, czy sentencjami, latali na prawo i lewo, lecz wybieram prostaczków - pasterzy, siostry zakonne, które trzymały się na uboczu, czy odsuniętych od świata zakonników. Dlaczego? Bo Oni kochali, wierzyli, pragnęli, żyli nadzieją, a nie tylko mówili.
Życie jest ulotne, wszystko przeminie, jedynie Boże miłosierdzia, które ukazuje się przez miłość, przetrwa wszystko - nawet zło. Bóg pragnie byśmy odrzucili życie przyziemne, a zwrócili się ku Niemu, a On wspomoże nas w ziemskim pielgrzymowaniu.
4. Marnością jest zatem gromadzić przemijające bogactwa i pokładać w nich nadzieję. Marnością zabiegać o zaszczyty i pragnąć dla siebie pierwszego miejca. Marnością iść za pożądaniami ciała i szukać tego, za co wkrótce trzeba ponieść surową karę. Marnością pragnąć długiego życia, a nie troszczyć się, by było dobre. Marnością myśleć tylko o życiu obecnym, a nie oglądać się na przyszłe. Marnością jest przywiązywać się do tego, co tak szybko mija, a nie śpieszyć ku radości bez końca.
Marność to taka cholerna kruchość i naiwność, która może doprowadzić do tragicznego końca. Rujnuje człowieka, który z natury jest dobry, pragnący miłości, uczuć i wsparcia. Co jest tą marnością? Może ktoś powiedzieć, że wszystko. I miałby słuszną rację, ale czy to niszczy człowieka? Raczej nie. Owszem pieniące, pożądania, pragnienia, emocje nieposkromione, egoizm, ale to się z nieba nie bierze. To człowiek wybiera taką a nie inną drogę. To człowiek skazuje siebie na marność. To człowiek pragnie tylko siebie, widząc i słysząc tylko siebie. Więc co jest marnością? Sam człowiek dla siebie. Tak, człowiek jest marnością dla siebie. Jedynym lekarstwem jest sam Jezus Chrystus. Nie puste słowa, nie rzucone na wiatr. Bo tylko On, potrafi z człowieka pysznego, bogatego zrobić pokornego pasterza. Nie oznacza to, tego że Jezus chce biedy i naiwności ludzkiej. Pragnie pokory i skromności. Bo czy bogaty musi zaraz być pysznym? Nie, jeżeli w tym wszystkim widzi Boga i jest mu oddany przez szczerą skromność.
Na marność człowiek skazuje się sam. Lecz dla Jezusa nawet marności nie są przeszkodą. Jezus pokona wszystko, tylko trzeba mu zaufać. A On uświadomi człowiekowi, co tak naprawdę jest marnością w naszym ziemskim życiu. A żadne słowa tego nie pokażą, mimo szczerych chęci.
5. Wspominaj często słowa Mędrca: <> (Koh 1,8). Staraj się zatem oderwać swoje serce od miłości rzeczy widzialnych, by je całe wznieść ku niewidzialnym, bowiem ci, którzy idą za zmysłowością, plamią swoją duszę i tracą łaskę Bożą.
Człowiek kieruje wzrok i słuch tam gdzie on jest martwy. Widzi i słyszy tylko to, co chce. Nie raz zamiast do Boga uciekam się o pomoc do wróżek, horoskopów, itp. Bezsensowne podążania, które plamią. Najlepszym jednak komentarzem do tego punktu są słowa:
Mamy tu na ziemi tylko jedno zadanie: nasze zbawienie. A nikt nie może być zbawiony inaczej, jak tylko przez Chrystusa i w Chrystusie. Wiara w Jego słowo, posłuszeństwo Jego przykazaniom, naśladowanie Jego cnót - oto życie, i nie ma innego. Cała reszta to marność, i widziałem, mówi Mędrzec, że człowiek nic nie ma z trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem (por. Koh 1,3). Bogactwa, przyjemności, zaszczyty ćóż będą znaczyły, gdy ciało rzucą w dół, a dusza odejdzie do wieczności? - ks. Felicite Robert de Lamennais
Moje słowa przy tym, to puste, bez znaczące hieroglify. Ks.Felicite mówi głębią przepełnioną życiowym doświadczeniem. To marności człowieka porównana jest do wieczności. A zarazem bez skrupuł przedstawione zadanie ziemskiego życia: NASZE ZBAWIENIE.
Dążyć ku zbawieniu jest celem życia. Bez oglądania się na ziemskie przyjemności. Nikt nie obiecywał mi, że życie będzie piękne, gładkie i bezbolesne. Więc dlaczego dążenie ku zbawieniu miało być proste? Droga przez przeszkody jest więcej warta niż droga przez przyjemności.
środa, 27 lipca 2011
Pragnienie
Przychodzi nie oczekiwanie. Zaskakuję i zmusza do refleksji. Pragnienie - czym to w ogóle jest? Kolejna egoistyczna zachcianka czy wręcz odwrotnie głos Boga w mojej duszy. Porusza, a zarazem wycisza. Dusi, a leczy. Raduje i smuci. Boli i nadaje sens.
Pieter de A. Grebber - Chrystus i Samarytanka
Z pragnieniem przede wszystkim w pierwszej kolejności kojarzy się czwarty rozdział Ewangelii wg św. Jana, w którym Jezus przechodząc przez Samarię zatrzymał się przy studni, gdzie spotkał kobiętę, która przyszła po wodę, a dostała Wodę Życia.
Bóg staje przed każdym z nas i prowadzi taki sam dialog jak z Samarytanką. Ja również jestem samarytaninem, któremu Jezus mówi: Daj mi pić!.(1) A kiedy Pan dowiedział się, że faryzeusze usłyszeli, iż Jezus pozyskuje sobie więcej uczniów i chrzci więcej niż Jan - (2) chociaż w rzeczywistości sam Jezus nie chrzcił, lecz Jego uczniowie - (3) opuścił Judeę i odszedł znów do Galilei. (4) Trzeba Mu było przejść przez Samarię. (5) Przybył więc do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które /niegdyś/ dał Jakub synowi swemu, Józefowi. (6) Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. (7) Nadeszła /tam/ kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić! (8) Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności. (9) Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem z Samarytanami unikają się nawzajem. (10) Jezus odpowiedział jej na to: O, gdybyś znała dar Boży i /wiedziała/, kim jest Ten, kto ci mówi: Daj Mi się napić - prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej. (11) Powiedziała do Niego kobieta: Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? (12) Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie i jego bydło? (13) W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. (14) Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. (15) Rzekła do Niego kobieta: Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać. (16) A On jej odpowiedział: Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj. (17) A kobieta odrzekła Mu na to: Nie mam męża. Rzekł do niej Jezus: Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. (18) Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą. (19) Rzekła do Niego kobieta: Panie, widzę, że jesteś prorokiem. (20) Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga. (21) Odpowiedział jej Jezus: Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. (22) Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. (23) Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. (24) Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie. (25) Rzekła do Niego kobieta: Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko. (26) Powiedział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, który z tobą mówię. (27) Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: Czego od niej chcesz? - lub: - Czemu z nią rozmawiasz? (28) Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: (29) Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem? (30) Wyszli z miasta i szli do Niego. (31) Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: Rabbi, jedz! (32) On im rzekł: Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. (33) Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia? (34) Powiedział im Jezus: Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. (35) Czyż nie mówicie: Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa? Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. (36) żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. (37) Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. (38) Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli. (39) Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: Powiedział mi wszystko, co uczyniłam. (40) Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. (41) I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, (42) a do tej kobiety mówili: Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśamy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata. (43) Po dwóch dniach wyszedł stamtąd do Galilei. (44) Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie. (45) Kiedy jednak przybył do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto. (46) Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. (47) Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający. (48) Jezus rzekł do niego: Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie. (49) Powiedział do Niego urzędnik królewski: Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko. (50) Rzekł do niego Jezus: Idź, syn twój żyje. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem. (51) A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. (52) Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka. (53) Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: Syn twój żyje. I uwierzył on sam i cała jego rodzina. (54) Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei.
"Dawid poczuł pragnienie i rzekł:
Kto mi da napić się wody z cysterny,
która jest przy bramie w Betlejem?"
1 Krn 11, 17
Dawid też czuł to pragnienie - pragnienie, które i nas gdzieś dotyka. Tylko w porównaniu z Nim my nie szukamy u źródeł. "Kto da mi się napić z cysterny (...)" Tak ogólnie dostępne, każdy można byłoby powiedzieć, mógł przyjść i podać Dawidowi wodę, lecz ten powiedział "(...)która jest przy bramie w Betlejem (...)" To Ona jest Wodą Życia, która uleczy każde pragnienie.
Ojcze, który w swej hojnej ofierze darowałeś swojego Pierworodnego Syna jako Źródło Wody Życia pozwól mi, aby pragnieniem serca, z wyschniętymi wargami przyszedł przed Oblicze Twojego Syna i z odwagą powiedział: Panie, nie mam nic co mógłby Ci dać, nie mam sił by przed Tobą stać, ale proszę Cię napełnij duszę mą Twą Żywą Wodą.
"Panie, usłyszałeś pragnienie pokornych,
umocniłeś ich serca, nakłoniłeś ucha"
Ps 10, 17
Bóg widzi wszystko, każdy nasz dzień, każdy nasz ruch. Bóg usłyszy, nawet najmniejszy szelest naszych serc, poruszenie duszy. Bóg oczekuje pokory. Pokornych wywyższa i umacnia ich serca, gdy czują głos pragnienia.
Boże, w swej niezmierzonej mocy oczekujesz od nas grzeszników tylko pokory. Proszę Cię Wszechmogący Boże wesprzyj mnie w dążeniu ku pokorze serca, by każde pragnienie mego serca zostało zaspokojone Tobą i Twoimi darami...
"A Duch i Oblubienica mówią: Przyjdź!
A kto słyszy, nie powie: Przyjdź!
I kto odczuwa pragnienie, niech przyjdzie,
kto chce, niech wody życia za darmo zaczerpnie"
Ap 22,17
Boże, Ty w swej ojcowskiej dobroci, na każdym kroku wołasz mnie po imieniu, przytulasz i wspierasz słowem i gestem, pozwól bym potrafił Ciebie usłyszeć i przyjść z pragnieniem, które zrodziłeś w mej duszy po Wodę Życia, którą mi dajesz za darmo.
OTO ŹRÓDŁA WODY ŻYWEJ,
KTO JEST SPRAGNIONY
NIE PRZYJDZIE I PIJE
środa, 15 czerwca 2011
Samotność
Lubię samotność kontrolowaną. Lubię włóczyć się po mieście. Nie boję się, że przyjdę do pustego mieszkania i sam położę się do łóżka. Boję się, że nie będę miał za kim tęsknić, kogo kochać. Potrzebuję ciepła i bliskości.
— Kuba Wojewódzki
Kiedy zastanawiam się, czy może samotność nie jest moją drogą życiową, to pojawia się we mnie nieopisywalny lęk. Jak to powiedział Kuba Wojewódzki, że nie boi się włóczyć sam po mieście. Tak samo i ja mogę chodzić godzinami uliczkami miast, mijając zakochane pary, rodziców z dziećmi, babcie i dziadków, i nadal czując się dobrze ze swoją samotnością. „Nie boje się, że przyjdę do pustego mieszkania”. Tego też się nie boję. Wrócić wieczorkiem po długim spaceru i rozłożyć się na łóżku i zapomnieć o bożym świecie. Czego tu się bać. Nawet samotność w łóżku nie jest straszna.
Jednak lęk to nie o to co cielesne, a o to co duchowe. Chodzę sam, mieszkam sam, śpię sam, więc za kim mam tęsknić, o kogo się troszczyć? Nie ma. Kogoś pokochać? Nie ma.
Jestem tylko człowiekiem i jak każdy potrzebuje ciepła i bliskości.
Nie proszę o tę samotność najprostszą
pierwszą z brzega
kiedy zostaję sam jeden jak palec
kiedy nie mam do kogo ust otworzyć
nawet strzyżyk cichnie choć mógłby mi ćwierkać
przynajmniej jak pół wróbla
kiedy żaden pociąg pośpieszny nie spieszy się do mnie
zegar przystanął żeby przy mnie nie chodzić
od zachodu słońca cienie coraz dłuższe
nie proszę Cię o tę trudniejszą
kiedy przeciskam się przez tłum
i znowu jestem pojedynczy
pośród wszystkich najdalszych bliskich
proszę Ciebie o tę prawdziwą
kiedy Ty mówisz przeze mnie
a mnie nie ma
pierwszą z brzega
kiedy zostaję sam jeden jak palec
kiedy nie mam do kogo ust otworzyć
nawet strzyżyk cichnie choć mógłby mi ćwierkać
przynajmniej jak pół wróbla
kiedy żaden pociąg pośpieszny nie spieszy się do mnie
zegar przystanął żeby przy mnie nie chodzić
od zachodu słońca cienie coraz dłuższe
nie proszę Cię o tę trudniejszą
kiedy przeciskam się przez tłum
i znowu jestem pojedynczy
pośród wszystkich najdalszych bliskich
proszę Ciebie o tę prawdziwą
kiedy Ty mówisz przeze mnie
a mnie nie ma
- ks. Jan Twardowski
Samotność prosta, a zarazem trudna, trudniejsza. Bo czyż ta najprostsza nie jest równie trudna jak ta trudniejsza?
Gdy myślę o samotności na myśl przychodzi mi ten wiersz. Prosty, a zarazem przepełniony życiową mądrością. Bo gdy zostaje sam, kiedy nie mam z kim porozmawiać, kiedy wszystko cichnie, kiedy żadne pociąg nie spieszy się do mnie, kiedy zegar przystanął to jestem na tą samotność z góry skazany. Jest ona wytłumaczalna w moim umyśle. Nie ma nikogo i muszę się z tym pogodzić.
Ale kiedy ta samotność przychodzi trudniejsza, kiedy nawet wśród ludzi czuje się samotny, nawet wśród najbliższych (przyjaciół, rodziny) to już nie jest takie proste do wytłumaczenia. Smutek, a czasem wręcz rozpacz.
Tak pragnął bym bliskości i ciepła, a wokół tylko samotność, czy to wśród znajomych, kolegów, koleżanek, czy to wśród przyjaciół, czy to wśród najbliższych, zawsze sam. (dla wyjaśnienia chodzi mi o samotność, która jest w nas mimo wszystko, u mnie jest w dość dużej większości - to nie oznacza, że nie ma przyjaciół, którzy dają mi UŚMIECH i radość)
Już nie przemawia do mnie prawdziwa samotność „Kiedy Ty mówisz przeze mnie, a mnie nie ma”. Może i potrzeba czasu, by powróciła prawdziwość, ale jak na razie niech trwa prosta, ale zarazem i trudna samotność.
Etykiety:
cisza,
moja wywody,
Samotność
niedziela, 12 czerwca 2011
Wiara czy dewotyzm?
Od pewnego czasu zastanawiam się nad jednym, bardzo ważnym pytaniem: Kim ja jestem? I nie w sensie filozoficznym, czy biologicznym, czy jak to chcecie nazwać. Kim ja jestem – osobą wierzącą czy dewotą? Niby konstruktywne pytanie, prosta odpowiedź, tak bądź nie, a jednak sprawia problem. Bo gdzie jest ta granica między wiarą a dewotyzmem. Czy osoba wierząca może być dewotą, czy dewota może być osobą wierzącą?
Czym jest i na czym polega wiara? To chyba pierwsze pytanie, które powinien zadać sobie każdy zastanawiający się nad swoim życiem, sensem, a tym bardziej religią. Tylko w jaki sposób dokonać tej definicji. Dla każdego wiara jest czym innym, więc jak można ją uogólnić.
Czym jest i na czym polega dewotyzm? Zazwyczaj na słowo „dewota” ludzie wyobrażają sobie starszą panią z pod kościoła z różańcem w ręku i objeżdżającą spojrzeniem wszystkich wokół. Jednak czy to jest dobre spojrzenie? Dewotyzm to obnoszenie się z wiarą, a tak naprawdę to jest tylko jakaś warstwa, pod którą nic nie ma.
Jaka jest granica pomiędzy nimi? Wydaje mi się, że bardzo płynna. Tak trudno zajrzeć w głąb siebie samego i zadać to pytanie: Kim ja jestem?
Kiedyś usłyszałem słowa: Jesteś ortodoksyjnym katolikiem. Może to nie ortodoksja, a dewotyzm? Któż udzieli mi tej odpowiedzi…
Gdy za oknem zapadnie już zmrok, szum ulic wyciszy się do minimum, zapadnie cisza i pustka wokół. Próbuje stanąć przed samym sobą. Powiedzieć: „Kłosek – kim ty jesteś?”.
I wbrew dobrym chęciom i usilnym staraniom jeszcze nie otrzymałem odpowiedzi. Czy ją otrzymam? Nie wiem, tego chyba nikt nie wie. Jedyne co przychodzi mi teraz do głowy to „zdjąć” z siebie wszystkie maski, przyzwyczajenia, nawyki, uzależnienia. Usiąść przy otwartym oknie, wpatrując się w szum liści na drzewie, wsłuchując się w głuchy dźwięk nocnej rzeczywistości, wspominając dobre i złe chwile, rozmarzyć się, i poczuć się wolnym…
Jedyne czego pragnę to być wolnym człowiekiem takim jakim jestem. Ale zanim nim będę muszę stoczyć ciężką pracę nad sobą i otoczeniem. Wtedy będę gotów podjąć konkretne decyzje i plany na przyszłość, bo przeszłość czy teraźniejszość nie może mieć wpływu na wybór przyszłości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
